czwartek, 1 stycznia 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna

1 komentarz:

Coś się musi skończyć, by coś innego mogło się zacząć. Z taką oto błyskotliwą myślą, chcę zamknąć Bigos Kulturalny i otworzyć po prostu Bigos.

Powodów jest kilka. Po pierwsze Bigos Kulturalny powstał z myślą o książkach, a przy końcu więcej pisałam o serialach. No niby też "kultura", ale czułam się z tym jakoś głupio. Poza tym czasami miałam chęć wtrącić post zupełnie z czapy np.: o tym jak bardzo lubię swoją pracę, albo jak zarąbistym, małym człowieczkiem okazał się być mój syn, no i to już mi nie pasowało.

Po drugie ostatni post na BK, napisałam w marcu. Wcześniej  już miałam dłuższe przerwy i zawsze ogłaszałam, że "powracam" a tu nic. Straciłam serce do tego miejsca i tyle. A co gorsza, przez dłuższy czas w ogóle mi tego blogowania nie brakowało. Poza tym pojawiały się wśród blogerów jakieś wojenki, ze sobą, z autorami, z pierdołami. W jakiś sposób mnie to zniechęciło, chociaż w sumie nie wiem czemu, bo nigdy się w te spory nie angażowałam, niemniej jednak, niesmak pozostał.

Po trzecie, ostatnio mi blogowania zaczęło brakować. Zobaczyłam kilka fajnych rzeczy, poczytałam parę niezłych i nagle się okazało, że nie mam się z kim tym ekscytować. No bo kto u mnie w domu zrozumie pisk wydany na widok zajawki "Jonathana Strange'a i pana Norella" z BBC. A inni blogerzy rozumieją, internet rozumie i wtedy można sobie razem popiszczeć.

Przerwa dobrze mi zrobiła. W tym roku przeczytałam tak mało książek, że aż wstyd, ale za to wszystkie były udane. Nie zaczęłam oglądać ANI jednego nowego serialu (no w sumie to dopiero teraz w przerwie świątecznej, ale o tym innym razem) ale te przy których zostałam mnie nie zawiodły. Jeśli chodzi o filmy, to też słabo. Ani razu nie byłam w kinie... Szkoda gadać.

Z powyższego opisu, wynika więc, że na Bigosie Kulturalnym, nie miałabym o czym pisać, natomiast na Bigosie, takim zwykłym ogólnym, jak najbardziej. Bo i pracę mam fajną, dziecko udane, studia zaczęłam i ogólnie rozwijam się jak czerwony dywan przed wejściem do Akademii.

Zamykamy więc Bigos Kulturalny, otwieramy Bigos i zobaczymy co się dalej będzie działo.

Wszystkim którzy zaszczycili mnie kiedyś ciepłym słowem, dziękuję bardzo i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.

Bigos jest w powijakach, brakuje mu jeszcze ogłady w wyglądzie. Chciałabym przenieść trochę tekstów z BK, które lubię i które były pisane tylko i wyłącznie z potrzeby serca.
Strona na fejsie zostaje ta sama, zmienię tylko nazwę.

Let's begin


sobota, 1 marca 2014

“Kobiety Łazarza” Marina Stepnova

8 komentarzy:


Powinnam dostać od kogoś mocno w pysk. Za co? Za omijanie szerokim łukiem rosyjskiej literatury. Bo niby ta z zachodu lepsza. A figę. Powieść Stepnovej to jedna z ciekawszych książek jakie przeczytałam w ostatnich latach. Bez niczego wskakuje do pierwszej dwudziestki, rzucając mi prosto w twarz, że na wschodzie w książkach dobrze się dzieje. Tylko w książkach niestety, odnosząc się do napływających zewsząd wiadomości .

Czym dla mnie są “Kobiety Łazarza”? To taka trochę anty-saga rodzinna i anty-romans. Łazarz i jego kobiety nie są pozytywnymi bohaterami, nie tworzą idealnej rodziny, a ich miłość jest utkana z dziwnych emocji i pragnień. “To skomplikowane” jest zdecydowanie zbyt mało adekwatnym określeniem stosunków panujących w tej opowieści.

Tytułowego Łazarza poznajemy, gdy jako młody biedny chłopak, przybywa do Moskwy, żądając spotkania ze znanym fizykiem Czałdonowem. Geniusz Łazarza zbija z nóg podstarzałego naukowca, szczególnie, że ten osierocony, biedny Żyd, na pierwszy rzut wydaje się być zwykłym obdartusem z opuszczonej przez Boga wioski, gdzieś w głębi kraju. I do tego bardzo bezpośrednim i pewnym swej inteligencji. Czałdanow bierze Łazarza pod swoje skrzydła, oferując pracę i wprowadzając do swego domu. Tam Lindt poznaje pierwszą i najważniejszą z kobiet swojego życia, bezdzietną żonę Czałdanowa, Marusię. Jego obsesyjna miłość do kobiety, która mogłaby być jego matką (i tak zresztą go traktowała) staje się podwaliną całej opowieści, a także wszystkich nieszczęść, które później dotykają pozostałe kobiety z Łazarzem związane. A wszystko zaczyna się na początku XX w. tuż przed wybuchem rewolucji i ciągnie się aż po nasze czasy (nasze, znaczy te post-komunistyczne).

Powieść zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To jedna z tych książek, do których zasiada się w wygodnym fotelu z dzbankiem (bo kubek to za mało) gorącej herbaty i zaczytuje się aż nie ścierpną nam nogi, ręce, aż nie zmarzniemy i ockniemy się przy ostatniej stronie, zdziwieni, że już czwarta rano. Każda strona jest jednak tego warta.

Akcja nie jest linearna, więc skaczemy trochę pomiędzy latami, ale przy ostatnim rozdziale wszystko się ładnie układa. Tak też bardzo lubię. Język jest piękny, nie przesadzony, czasami bezpośredni. Bohaterowie mało perfekcyjni, i trudni do polubienia, ale na pewno nie nudni. Stepnova nie tylko rewelacyjnie oddała ich skomplikowane relacje, ale także dobitnie nakreśliła charakter człowieka, który jest geniuszem i dobrze o tym wie. Pomimo tego, że zawsze kieruje się rozumem, to uczucia płatają mu największe figle. Wszystkie wyboru podyktowane sercem okazują się błędem i unieszczęśliwiają skupionych wokół niego ludzi. Łazarz Lindt nie wzbudza sympatii ani jako mąż, ani ojciec, ani kochanek, ani w końcu jako naukowiec ( w końcu skonstruował bombę atomową).

No i ostatnia rzecz, która mnie ujęła w powieści. Ostatnia, lecz bardzo ważna. Rosja. Bardzo podobało mi  się przedstawienie przez autorkę zmian, które przechodził ten kraj w wieku XX. Idealnie nakreślone tło, wielkie zmiany, nie zawsze widziane świadomie przez bohaterów, przytłoczonych codziennym życiem. Jednak obecne i mające ogromny wpływ na ich życie.

Polecam wszystkim miłośnikom literatury pięknej. Bo to piękna książka jest. Po prostu.

“Kobiety Łazarza”, Wydawnictwo Czarna Owca 2013, str.: 396


P.S. Dzisiaj zaczyna się sezon na ludzinę, "Hannibal" powraca! I'm so excited!

środa, 22 stycznia 2014

About Time (2013)

13 komentarzy:
tumblr_mzopyeFmcw1sqnj46o1_500

Pierwszym filmem, który obejrzałam w 2104 roku, była obyczajowa produkcja Richarda Curtisa ( tego od Love Actually, czy Cztery Wesela i Pogrzeb) o jakże wspaniałym polskim tytule “Czas na miłość”. Specjalnie napisałam, że jest film obyczajowy, bo mierzi mnie niesamowicie podpinanie każdego filmu z miłością w tytule pod komedię romantyczną (szczególnie jak tej miłości w tytule de facto nie ma). To nie ten rodzaj filmu. Owszem znajdziemy w nim i momenty komediowe, jak również te miłosne, ale istotą filmu jest czas. Krótki odcinek wieczności, który mamy szansę i okazję przeżyć na ziemi.

Główny bohater Tim, w dniu swoich 21 urodzin, dowiaduje się od ojca o dziwnej przypadłości, na którą cierpią męscy przedstawiciele jego rodu. Otóż mogą podróżować w czasie. A raczej cofnąć się w czasie. I tak zaczyna się piękna historia o tym, co by było gdyby można było naprawić swój każdy błąd, przeżyć dwa razy najpiękniejsze momenty swojego życia, a nawet jeszcze bardziej je upiększyć.

To naprawdę bardzo pozytywny film. Spłakałam się na nim na końcu, a jednocześnie niesamowicie podniósł mnie na duchu i przypomniał oczywiste oczywistości. Że liczy się każdy dzień, że trzeba żyć uważnie, bo inaczej czas umyka niespostrzeżenie. Takie tam frazesy,  które wydają się być na pierwszy rzut oka banałem, ale tak naprawdę są esencją dobrego życia.

To tyle wywodów filozoficznych, może przyjdą Wam na myśl jeszcze inne podczas oglądania. Dodać mogę, że o ile aktor odtwarzający główną rolę, czyli Domhnall Gleeson, jest mi bliżej nie znany (acz okazał się bardzo sympatycznym, rudym Irlandczykiem), Rachel McAdams, grająca jego żonę Mary, do mych ulubienic nigdy nie należała, to Bill Nighy, jako ojciec skradł moje serce całkowicie. Lubię go oglądać od dawna (choć nie śledzę zbyt uważnie całej kariery) ale tutaj jego postać jest po stokroć rewelacyjna. Motyw z cofaniem się przeszłość by czytać jeszcze raz ulubione książki absolutnie trafił do moją listę życzeń, gdybym kiedyś spotkała złota rybkę lub dżina.

Polecam film serdecznie. Może nie jest tak wybitny jak “Love Actually”, czy “Cztery wesela i pogrzeb” (te moim zdaniem są), natomiast, gdy dzień długi, w pracy wszyscy nas wkurzają, skrobaliśmy 1h samochód (to ja w poniedziałek), warto się okryć kocykiem i przenieść w pełen nadziei i dobrych ludzi świat Curtisa.

About Time (2013), Wielka Brytania

Najchętniej odwiedzane

O książkach

Było Was tu:

Obserwatorzy